Reklama
Reklama

Reklama

ZUS ma na podwyżki, ale nie dla urzędników. „Muszą trafić do lekarzy”

Reklama
TYLKO NA

Nie ma porozumienia między władzami ZUS-u a pracownikami Zakładu, którzy w ubiegłym tygodniu rozpoczęli protest. Związkowcy skarżą się na konieczność ciągłej pracy w nadgodzinach, niskie pensje i dodatkowe, liczne obowiązki przy jednoczesnym braku podwyżek. – Pracodawca poinformował nas, że ma pieniądze, ale nie może ich rozdysponować. Trafią one na podwyżki dla lekarzy orzeczników – mówi Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS-u, w rozmowie z Zero.pl.

Okładka artykułu - 1
Związkowcy okupują centralę ZUS. (fot. Okładka artykułu - 1 / Ogólnopolskie Porozumienie Związków zawodowych)
  • Negocjacje w sprawie podwyżek w ZUS prowadzi dwanaście związków zawodowych. Protestujący nie zgadzają się na zbyt niski wzrost pensji proponowany im przez władze zakładu.
  • Przedstawiciele związków domagają się podwyżek z powodu dużej liczby dodatkowych obowiązków, które otrzymali. Jak podali, pracownicy Zakładu muszą pracować w nisko opłacanych nadgodzinach.
  • Władze ZUS proponowały pracownikom zatrudnionym na etat 170 zł podwyżki zasadniczego wynagrodzenia.

Reklama

Negocjacje pracowników ZUS z przedstawicielami władz Zakładu rozpoczęły się w ubiegłym tygodniu, a uczestniczący w nich związkowcy szybko zdecydowali o zawiązaniu komitetu protestacyjno-strajkowego. Pozostali też w siedzibie związku i zaczęli okupację. W proteście, który trwa do tej pory, bierze udział 12 organizacji pracowniczych.

ZUS zaproponował zatrudnionym na etat w Związku 170 zł podwyżki wynagrodzenia zasadniczego, co razem z dodatkami daje kwotę 241 zł. Po negocjacjach podwyższono propozycję o 10 zł – na 180 zł w przypadku pracowników zatrudnionych na etat.

– To, do jakiej sytuacji doszło, jest skutkiem wieloletnich zaniedbań i niedoszacowania środków na przydzielone nam zadania. W tym roku nastąpiła kulminacja. Dostajemy kolejne, nowe zadania. W tamtym roku była renta wdowia i świadczenia do dodatku stażowego. W tym roku przyszło kolejne zadanie, czyli waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych – relacjonuje Beata Wójcik, szefowa Związku Zawodowego Pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w rozmowie z Zero.pl..


Reklama

Jak dodaje, za większą liczbą obowiązków nie poszły podwyżki. – Dostajemy je w takiej samej wysokości jak i inne budżetówki, czyli w wysokości 3 proc., a rządzący nakładają na nas dodatkowe zadania. Były tarcze, robiliśmy tarcze. W trakcie pandemii wszystkie urzędy zamknięte, a ZUS był otwarty. Nam nie przybywa pracowników, wręcz przeciwnie – tej kadry ubywa – opisuje.


Reklama

„W Kancelarii Premiera 1000 zł podwyżki, nam proponuje się 170 zł”

Wójcik stwierdza, że ZUS został obciążony obowiązkami, które według niej mogłyby przejąć urzędy. – To obsługa rodziny, Ukraińców, zasiłki pogrzebowe. Wszystko spadło na pracowników. Nas w tym wszystkim nie widać. To są urzędnicy, to są ludzie, którzy czytają, oglądają media. I za chwilę słyszą, że w Kancelarii Premiera podwyżka wynosi średnio 1000 zł. Jak się ma poczuć pracownik, któremu zaproponowano 170 zł podwyżki? – pyta retorycznie przedstawicielka związków.

Podwyżki zaplanowane dla pracowników ZUS-u, pokrywane z funduszu wynagrodzeń osobowych, miały według pierwotnych zapisów wynieść 3 proc. Taką ich wysokość zapisano w ustawie budżetowej na 2026 rok dla tzw. budżetówki od 1 stycznia 2026 r. Waloryzacja ma charakter jedynie inflacyjny, co oznacza brak realnego wzrostu zarobków m.in. dla pracowników państwowych, nauczycieli i służb mundurowych.


Reklama

– Czym innym jest 3 proc. od 16 tys. zł, a czym innym jest 3 proc. od 7 tys. zł – mówi Wójcik i dodaje: – Od lat realizujemy obowiązki w nadgodzinach. Nie może tak być, że bieżącą pracę wykonujemy jako nadgodziny. I teraz proszę sobie wyobrazić. Z jednej strony mówi się, że to jest instytucja, w której około 80 proc. pracowników to kobiety. Mówimy o polityce prorodzinnej, wychowaniu dzieci, dbaniu o rodzinę, a państwo przymusza tych pracowników do nadgodzin. To są dwa światy. Co innego mówi się, a co innego robi.


Reklama

Kryptowaluty. Od problemów giełdy do debaty o wzmocnieniu nadzoru

„Nie możemy dostać podwyżek, choć ZUS ma pieniądze. Trafią do lekarzy”

W rozmowie z portalem Zero.pl Wójcik podkreśla, że Zakład płaci pracownikom za nadgodziny z oszczędności, których dokonuje w innych sektorach działalności. – By płacić komuś nadgodziny, trzeba temu komuś dać pieniądze, a u nas nadgodziny są płacone z oszczędności. Ktoś zachorował, to płacimy mu nadgodziny z chorobowego – relacjonuje.

Protestujący związkowcy uważają, że Zakład nie może dać większych podwyżek pracownikom, choć ma na to środki. – W trakcie rozmów pracodawca poinformował nas, że ma pieniądze, ale nie może ich rozdysponować. W zanadrzu jest rozporządzenie o lekarzach orzecznikach ZUS. Czyli lekarze mają mieć podwyżki zgodnie ze wskaźnikami, jakie Ministerstwo Pracy przyjmuje. Natomiast ma to nastąpić kosztem środków, które są przyznane dla wszystkich pracowników ZUS-u – stwierdza Wójcik.


Reklama

Szefowa związków przyznaje przy tym, że lekarzom należą się podwyżki. – Żebym została dobrze zrozumiana: nie mam nic do lekarzy, uważam, że to jest grupa, która powinna być dobrze wynagrodzona. Ale to nie może być taka sytuacja, jak w opowieści o Robin Hoodzie: tym, którzy mają mało jeszcze się zabierze, a dołoży lekarzom, bo trzeba lekarzom dać – mówi wprost.


Reklama

Rozmowy pomiędzy związkowcami z ZUS a zarządem w sprawie podziału środków na podwyżki wynagrodzeń na 2026 rok zostaną wznowione 9 kwietnia. Dzień później, w piątek, odbędzie się posiedzenie zespołu problemowego ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych działającego przy Radzie Dialogu Społecznego, w którym wezmą udział przedstawiciele związków, Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Finansów.

– W Zakładzie jest zatrudnionych ponad 43 tys. pracowników. My nie chcemy robić happeningów przed ZUS-ami, wychodzić i protestować. Pamiętamy, że jesteśmy instytucją zaufania publicznego i świadczymy usługi dla ludzi. Nie możemy powiedzieć, że strajkujemy, odchodzimy – zapewniła Wójcik.

– Do nas przychodzą różni ludzie, pracownicy w trudnych sytuacjach zdrowotnych, składają wnioski o renty inwalidzkie, o poratowanie na różny sposób zdrowia oraz wsparcie w rehabilitacji. Przychodzą ludzie po zasiłki pogrzebowe w różnych stanach. Mamy z nimi codzienny kontakt – dodaje.


Reklama

Podkreśla jednak: – Ale jeżeli trzeba będzie, to niestety nasza reakcja będzie zdecydowana.


Reklama

Reklama hazardu za publiczne pieniądze. Jak państwo będzie uzależniać dzieci

Takiej podwyżki chcą związkowcy dla pracowników ZUS-u

W ubiegłym tygodniu wiceminister pracy Sebastian Gajewski poinformował, że podczas spotkania ze stroną związkową oraz zarządem Zakładu poparł ewentualne zmiany w planie finansowym ZUS. Dzięki nim zaproponowane przez zarząd podwyżki wynagrodzeń oraz nagród zostaną zaakceptowane. Wcześniej jednak propozycje muszą zostać zaakceptowane przez stronę związkową, do czego w obecnej sytuacji jest jeszcze daleko. 

Protestujący żądali podwyższenia wynagrodzeń średnio o 1,2 tys. zł brutto na pracownika. Członkowie zarządu początkowo proponowali kwotę 170 zł podwyżki wynagrodzeń zasadniczych na etat, co daje 241 zł z dodatkowymi składnikami wynagrodzeń wynikającymi z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy dla pracowników ZUS.


Reklama