Reklama
Reklama
Reklama

Jest w KO od lat. „Bez błogosławieństwa Kierwińskiego nie można nic”

TYLKO NA

– Taki przegląd „kadr” w Koalicji Obywatelskiej niewątpliwie by się przydał – mówi o swojej partii w rozmowie z Zero.pl Julia Pitera. Była posłanka i europosłanka odnosi się do naszych publikacji opisujących nieprawidłowości w Szpitalu Południowym.

Marcin Kierwiński
Szef MSWiA Marcin Kierwiński. (fot. Radek Pietruszka / PAP)
  • Portal Zero.pl opisał w środę kolejne nieprawidłowości w Szpitalu Południowym w Warszawie. Politycy Koalicji Obywatelskiej i ich rodziny były tam przyjmowanie na SOR bez kolejki. 
  • – Przychodzi moment, kiedy politycy, sprawując władzę zaczynają wykraczać poza dobre obyczaje – komentuje w rozmowie z nami Julia Pitera, polityk KO. 

O komentarz do sprawy poprosiliśmy Julię Piterę, byłą posłankę i europosłankę Koalicji Obywatelskiej oraz w latach 2007–2011 pełnomocniczkę rządu ds. opracowania programu zapobiegania nieprawidłowościom w instytucjach publicznych.

– Ja jestem za długo w polityce, żeby nie wiedzieć, że przychodzi moment, kiedy politycy, sprawując władzę zaczynają wykraczać poza dobre obyczaje w życiu publicznym. I dlatego byłam zawsze zwolenniczką instytucjonalnych rozwiązań, a nie takiego czekania, czy jakaś afera wybuchnie, czy nie wybuchnie – mówiła.

Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów. Tak polityków KO przyjmował SOR Dawida Kacprzyka

Reklama
Reklama

Byłą polityczkę zapytaliśmy o to, czy ujawnione nieprawidłowości mogą zaszkodzić pozycji lidera warszawskich struktur KO Marcina Kierwińskiego i doprowadzić do większych zmian w tej formacji.

– Sama jestem ciekawa! – odpowiedziała. Oceniła, że taki „przegląd kadr niewątpliwie by się przydał”. – Ale kto ma to robić? Sekretarz generalny KO? – spytała ironicznie. Funkcję tę pełni także Marcin Kierwiński.  

Jak mówi, „sekretarz generalny jest rodzajem dyrektora generalnego partii, który powinien natychmiast reagować i kontrolować wszelkie sytuacje, które są gdzieś opisane w prasie lub sygnalizowane z terenu”.

Reklama
Reklama

„Marcin Kierwiński jest absolutnie ostateczną instancją”

– Natomiast każdy działacz w Warszawie wie, że bez „błogosławieństwa” Marcina Kierwińskiego nie może nic zrobić. Żeby jakąkolwiek funkcję objąć, jakiekolwiek działanie podjąć, musi być umowna pieczątka Marcina Kierwińskiego. I to wszyscy wiedzą – mówi.

„System naprawdę zwyrodniały”. Premier zabrał głos po tekstach Zero.pl

– Marcin Kierwiński jest absolutnie ostateczną instancją w każdej sprawie – opisuje Pitera.

– Zawsze uważałam, że ordynacja proporcjonalna jest niedobra i nie zmieniłam zdania. Bo ona bardzo sprzyja właśnie temu, żeby ograniczyć dostęp do polityki osobom, które „nie pasują” – dodaje.

Reklama
Reklama

„Nie ukradł tych pieniędzy, tylko ktoś mu je wypłacał” 

Polityczka odniosła się też do informacji o zwolnieniu Dawida Kacprzyka ze Szpitala Południowego w Warszawie. – Klasyczne odwracanie uwagi od istoty problemu. Przecież nie ukradł tych pieniędzy, tylko ktoś podpisał z nim umowę, na podstawie której wypłacano mu pieniądze – stwierdza.

– Jeszcze w listopadzie 2025 r. Szpital Południowy podpisał z nim kolejną umowę na leczenie!– stwierdza.

– Jak rozumiem, nie sfałszował konkursu na szefa tego SOR-u, tylko ktoś mu pozwolił objąć tę funkcję, a może nawet zwrócił uwagę na ten konkurs. Saloniku też nie organizował na własną rękę, tylko musiał mieć zgodę na zajęcie powierzchni i pieniądze na jego wyposażenie. I wszystko to pod okiem rady nadzorczej, w której zasiadają politycy – kontynuuje.

Politycy KO i prywatny salonik VIP w Szpitalu Południowym. Rządzący przerywają milczenie

Reklama
Reklama

– Więc co? Albo ta cała rada w ogóle nie nadzoruje tego szpitala i jest to jakaś fikcja. Albo była taka niepisana umowa, że tu mamy sobie takiego ambitnego chłopaka, który będzie reagował na każde zapotrzebowanie medyczne każdego polityka. I co się stało? Wybuchła afera, co było wcześniej czy później do przewidzenia. Facet wyleciał z roboty, zapłacił za własną głupotę, bo niedobrze być bezwolnym narzędziem jakiegokolwiek polityka – opowiada.

Szpital Południowy przyjmował polityków KO przed pacjentami

Szpital Południowy, placówka zarządzana przez miasto stołeczne Warszawę, oferowała politykom szybszą ścieżkę leczenia. Jak informujemy w Zero.pl, polityczne VIP-y nie musiały nawet siedzieć w publicznej poczekalni. Wydzielono dla nich zaciszny pokój, z kanapą, fotelami i telewizorem.

Z dokumentacji medycznej oraz wypowiedzi niektórych pracowników Szpitala Południowego wynika, że Dawid Kacprzyk, były już radny KO, w SOR-ze, który prowadził, stworzył specjalną drogę przyjęć dla działaczy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin.

Reklama
Reklama

„Obrzydliwe, napychacie kieszenie swoim”. Awantura w Sejmie po tekstach Zero.pl

„W skrócie: polityczni VIP-owie nie musieli czekać na przyjęcie, mieli wykonywany ogrom badań, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej, a oczekiwanie na wynik mogli sobie umilić w specjalnie wydzielonym dla nich pomieszczeniu. Zamiast siedzieć w poczekalni ze wszystkimi, mogli bowiem korzystać z wygodnego pokoju formalnie należącego do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa” – piszemy na Zero.pl. 

Sprawa lekarza-milionera

Bohaterem poniedziałkowej publikacji Zero.pl był z kolei Dawid Kacprzyk. Mężczyzna jest radnym warszawskiej dzielnicy Ursus oraz lekarzem. Do niedawna był też szefem młodzieżówki wspierającej Koalicję Obywatelską.

Zgodnie z dokumentacją, do której dotarło Zero.pl, lekarz-polityk zarobił w 2025 r. 1,6 mln zł. Kacprzyk miał przepracować w Warszawskim Szpitalu Południowym średnio 331 godzin miesięcznie – statystycznie 11 godzin dziennie, dzień w dzień, 365 dni w roku. Swoje usługi świadczył dla czterech podmiotów medycznych. Jego rekordowy dyżur trwał 96 godzin bez przerwy.

Reklama
Reklama

28-letni lekarz milioner. Trzaskowski reaguje na tekst Zero.pl

Dziennikarze przeanalizowali grafik lekarza i porównali go z jego działalnością polityczną. W kilku przypadkach był w trakcie dyżurów w telewizji, urzędach, spotykał się z politykami. W kilkunastu kolejnych – niewykluczone, że już ze szpitala – prowadził aktywność polityczną w mediach społecznościowych.

Z dokumentacji wynika, że Dawid Kacprzyk często pracował po trzy doby z rzędu, bez przerwy. Zdaniem ekspertów to zagrożenie dla samego lekarza oraz dla jego pacjentów. Natomiast najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że młody lekarz być może grafik po prostu fałszował. 

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama