– Andrzej Poczobut wyglądał strasznie, nie miał ani grama tkanki tłuszczowej – opisuje pierwsze chwile uwolnionego dziennikarza po przekroczeniu polskiej granicy Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej”. Mimo to Poczobut miał „tryskać optymizmem”. Wieliński zdradził także, jak brzmiały jego pierwsze słowa.

- – Zobaczyłem człowieka, który wyglądał jakby wyszedł z obozu koncentracyjnego – mówi o swoim spotkaniu z Andrzejem Poczobutem na polskiej granicy Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej”.
- Mimo tego uwolniony dziennikarz miał „tryskać optymizmem" i „duchowo być w doskonałej kondycji”.
- Poczobut planuje w przyszłości wrócić na Białoruś.
Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, został uwolniony przez reżim w Mińsku. Jest już w Polsce. Ma przejść badania medyczne. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz Wieliński, od lat zaangażowany w próby uwolnienia Poczobuta, opisał jego pierwsze chwile po przekroczeniu polskiej granicy.
Drugie dno wymiany więźniów. „Szersza rozgrywka Białorusi i USA”
– Zobaczyłem człowieka, który wyglądał jakby wyszedł z obozu koncentracyjnego – opowiadał podczas rozmowy z dziennikarzami. Jak dodał, mimo, że Poczobut „wyglądał strasznie i nie miał ani grama tkanki tłuszczowej”, to wciąż „tryskał optymizmem” i był „tym Andrzejem, którego pamiętał z czasów wolności".
– Andrzej Poczobut waży dziś 74 kilogramy, przed uwięzieniem jego waga była o blisko 20 kilogramów większa – przekazał dziennikarz „Wyborczej”.
Bartosz Wieliński opowiedział także, że podczas pobytu w białoruskiej niewoli, próbowano „zmusić Poczobuta za pomocą szykan, by się przed nimi ugiął”. Jak jednak zaznacza, działacz polskiej mniejszości „uratował swoje człowieczeństwo” i „duchowo jest w doskonałej kondycji”.
Finał skomplikowanej gry dyplomatycznej. Tak wyglądały kulisy wymiany więźniów
Pierwsze słowa Poczobuta w Polsce
Wieliński spotkanie z Poczobutem opisał także w „Gazecie Wyborczej”. „Od strony białoruskiej szedł trzymany przez zamaskowanego agenta wychudzony mężczyzna. Poznałem go od razu. Andrzej. On też mnie poznał. Po chwili padliśmy sobie w ramiona” – czytamy.
„Czy będę mógł wrócić?” – tak miały brzmieć jego pierwsze słowa po spotkaniu z polską stroną. Jak czytamy, Poczobut „kurczowo trzymał” w ręku swój białoruski paszport.
Łatuszka o uwolnieniu Poczobuta: Łukaszenka został zmuszony do ustępstw
Zaraz po tym, jak dowiedział się, że wraca do Polski, miał domagać się swojego paszportu i możliwości powrotu w przyszłości na Białoruś. „Ściągnęli urzędnika administracji prezydenckiej, zadzwonili do polskiego chargé d’affaires. Zapytałem, czy będę mógł wrócić na Białoruś. Potwierdził” – opisuje Wieliński.
Poczobut miał tłumaczyć Wielińskiemu, że „ma obowiązki wobec Polaków na Białorusi, których zostawił”.
Wieliński opisuje jak działacz polskiej mniejszości miał być podczas pobytu w więzieniu m.in. celowo zakażony koronawirusem. Miał spędzić także 167 dni w karcerze, w którym nie było nic poza deskami, a przez cały jego pobyt, niezależnie od pogody i pory roku, otwarte było w nim okno.
Od wicenaczelnika jednego z łagrów, w których przebywał, miał usłyszeć: „Poczobut, nam nie chodzi o to, byś był martwy, tylko byś był żywy”.