Jeszcze kilka lat temu mówił o niej cały świat. Została Człowiekiem Roku tygodnika „Time”, a jej walka ze zmianami klimatycznymi stała się inspiracją dla milionów. Co dziś dzieje się z Gretą Thunberg? I… czy kogokolwiek jeszcze obchodzi?

Zajmuje powierzchnię blisko pięciokrotnie większą niż Polska. Dryfuje gdzieś między Hawajami a Kalifornią, ale to prądy morskie ustalają jej dokładną lokalizację. Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, odkryta w 1997 r. przez Charlesa Moore’a, to przede wszystkim plastik. W różnej formie, różnej wielkości, ważący grubo ponad sto ton, rozkładający się czasem nawet i przez pół wieku. Plastik.
Rząd chce obniżki cen paliw. Paweł Szefernaker: prezydent pilnie oczekuje na ustawę
Czasem „błyszczy” na tafli, czasem osiada na dnie. Innym razem fale wynoszą go na brzeg, by plątał się gdzieś pod nogami turystów. Ale to najmniejszy kłopot. Gorzej, że niektóre stworzenia traktują drobinki plastiku jak potencjalny pokarm. Nic dziwnego, że naukowcy znajdują go dziś w soli morskiej, wodzie butelkowanej, rzekach, jeziorach…Na Hawajach odkryli nawet plastikowe skały.
„Śmieciowa wyspa” z roku na rok się rozciąga, a gęstość dryfujących odpadów rośnie w przerażającym tempie. To żadne straszenie czy paranoja obrońców klimatu. To fakty. Udowodniono przecież, że zdecydowanie więcej plastiku do niej wpada niż z niej wypada. Na niektórych przebadanych fragmentach można było nawet odczytać datę produkcji: najstarszy odpad pochodził z 1977 r.
Dziewczynka, która nie umiała przestać myśleć o planecie
Greta Thunberg miała osiem lat, gdy wraz z kolegami i koleżankami obejrzała w szkole film o Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci. Nauczyciele wspominali potem, że na wszystkich zrobił duże wrażenie, ale tylko na nią jedną wpłynął tak mocno.
Do domu przyszła przybita. Nie chciała jeść, nie mogła się skupić, długimi godzinami płakała. Nie potrafiła pojąć, dlaczego gdzieś nieopodal dzieje się coś takiego, z winy człowieka, a świat niczego z tym nie robi. Była dzieckiem, zadawała naiwne pytania. Ale może właśnie dlatego miały aż taką moc?
Głodujące niedźwiedzie polarne, powodzie, susze… Obrazy, które utkwiły jej w głowie, paraliżowały ją na co dzień. Trzy lata później, tuż przed 11. urodzinami, u Grety zdiagnozowano głęboką depresję. Przez wiele miesięcy nic nie mówiła, schudła prawie dziesięć kilogramów, przez niedożywienie przestała rosnąć.
– Nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że istnieje tak wielkie egzystencjalne zagrożenie, a jednak nie nadaliśmy mu priorytetu – mówiła potem magazynowi „Time”. – Próbowałam sobie zaprzeczać. Mówiłam: to nie może być prawda, to się nie dzieje. Przecież gdyby tak było, to politycy by się tym zajęli.
Rodzice chodzili z córką od gabinetu do gabinetu. Rozpoznano u niej ADHD, zespół Aspergera, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i mutyzm wybiórczy. Gdy powoli tracili nadzieję, że cokolwiek może pomóc, dla uszczęśliwienia małej Grety zmienili swoje nawyki.
Przestali latać, co dla matki-artystki stanowiło duże wyrzeczenie, ograniczyli spożycie mięsa, zainstalowali panele słoneczne, zaczęli nawet uprawiać własne warzywa. – Zrobiliśmy to nie dlatego, że w to wierzyliśmy – tłumaczył potem ojciec. – Po prostu chcieliśmy przywrócić ją do życia.
Greta zaczęła mówić i coraz więcej jeść.
Strajk, który obiegł świat
Zdaniem lekarzy, Asperger był wyjaśnieniem, dlaczego kryzys klimatyczny wywołał u małej dziewczynki aż taką reakcję. Dla niej świat był czarno-biały. Po obejrzeniu filmu – wyłącznie czarny. Czytała książki, zgłębiała temat. Nie była jak inne dzieci w szkole. Choć już jako 16-latka wyglądała o cztery, może pięć lat młodziej, czuła się bardziej dorosła. A za chorobę jest… wdzięczna. – Może to ona pomogła mi porzucić obojętność i zająć się tym, co naprawdę ważne? – pytała retorycznie. – Gdybym była jak wszyscy wokół, może w ogóle by mnie to nie obchodziło.
Na początku 2018 r. esej napisany przez 15-letnią Gretę – oczywiście o zmianach klimatycznych – zdobył wyróżnienie w prestiżowym konkursie dziennika „Svenska Dagbladet”. Z nastolatką skontaktowali się aktywiści ze Sztokholmu. Po kilku dyskusjach, zachęcona i zmobilizowana dziewczyna zorganizowała w swoim mieście „szkolny strajk dla klimatu”, wzorowany na rówieśnikach z Florydy. Kolegów i koleżanki poinformowała, że chce wywrzeć na szwedzkim rządzie presję, by ten zrealizował cele porozumienia paryskiego. I że będzie tak siedzieć aż do wrześniowych wyborów parlamentarnych.
Zasmucona, skulona Thunberg, najczęściej w niebieskiej bluzie z kapturem lub żółtej kurtce przeciwdeszczowej, z prostym, niewinnym transparentem – „Skolstrejk för klimatet” (szkolny strajk dla klimatu) – po czasie zaczęła przyciągać coraz większą uwagę mediów. I kolejnych strajkujących, którzy – jak ona – wierzyli, że mogą zmienić świat.
Nie robiła niczego nadzwyczajnego. Nie stała za nią żadna instytucja – wyłącznie czysty gniew. Gdy nauczyciele zaczepiali ją, tłumacząc, że marnuje sobie życie i niszczy szanse na dobrą przyszłość, odpowiedziała im… roznosząc ulotki. „Mam na imię Greta, jestem w dziewiątej klasie i walczę o klimat. Skoro wy, dorośli, macie gdzieś moją przyszłość, to ja też nie będę się nią przejmować” – napisała.
Zaskakujący ruch KE. Chodzi o zakaz importu rosyjskiej ropy
Wkrótce o Grecie było już głośno na całym świecie. Gdy strajki były na tyle istotne, że dziennikarze zaczęli przykładać do jej ust mikrofon, postanowiła wykorzystać szansę. Ogłosiła, że będzie kontynuować je w każdy piątek, dopóki szwedzki rząd nie przystanie na wszystkie warunki dążące do ratowania planety.
Już wtedy rezonowała na całą Europę, może i świat. Dołączali do niej uczniowie z rozmaitych zakątków, współtworząc tzw. „Piątki dla przyszłości”. Kilka miesięcy później, w styczniu, za przykładem Thunberg poszło 35 tys. Belgów. Gdy tamtejsza minister środowiska skrytykowała ruch, opinia publiczna zmusiła ją do rezygnacji. To wtedy zdano sobie sprawę, że niepozornie wyglądająca dziewczynka w bluzie z kapturem jest siłą, z którą trzeba się liczyć.
To nagranie znamy wszyscy…
Od ikony klimatu do bohaterki kolejnych sporów
„How dare you?!” – pytała 23 września 2019 r. podczas Szczytu Klimatycznego ONZ w Nowym Jorku. – To wszystko jest złe. Ukradliście mi marzenia i dzieciństwo swoimi pustymi słowami – mówiła, a jej słowa cytowały gazety i telewizje na całym świecie.
Jedni zarzucali jej sztuczność, wyuczone formułki, hasła niepasujące do 16-latki. Inni: przerażającą wręcz autentyczność i bijącą bezsilność.
Dla wielu stała się niewygodna. Kolejne spotkania w ramach COP nazywała „eventami marketingowymi”, o dyskusjach polityków na temat zmian klimatycznych mówiła, że to wielkie „bla, bla, bla”, pogardliwie odnosząc się do bezczynności największych i najmożniejszych tego świata. Gdy jedni chwalili bezkompromisowość, inni krytykowali rzekomy alarmizm i naciskanie na zbyt radykalne ruchy. Niezależnie od reakcji, czy tego chciała czy nie – Thunberg stała się symbolem.
W 2019 r. niepozorna dziewczynka została Człowiekiem Roku tygodnika „Time”. Dwukrotnie nominowano ją – Donaldzie Trumpie, nie czytaj tego! – do Pokojowej Nagrody Nobla. W tym samym czasie, na jej cześć nazwano nowy gatunek chrząszcza. Później był jeszcze chruścik, kosarz, ptasznik, całkiem niedawno płaz – Pristimantis gretathunberae.
Podróżowała po całym świecie. Była w Katowicach, Nowym Jorku, Santiago de Chile i wielu innych miastach. I choć ocean przemierzyła statkiem napędzanym panelami słonecznymi, bez prysznica i toalety na pokładzie, i tak zdążyła wywołać kontrowersje. Dziennikarze „Bilda” ustalili bowiem, że aby łódź sprowadzić z powrotem do Europy, trzeba będzie po nią wysłać pięć osób – wszystkie dotrą do Nowego Jorku samolotami. No bo jak inaczej? Obliczono, że gdyby Greta z ojcem po prostu wykupiła bilety lotnicze, byłoby dla klimatu znacznie lepiej.
Z tego i wielu innych powodów, jej gwiazda dość szybko gasła. Kamery wciąż wyłapywały ją w tłumie protestujących, dziennikarze podstawiali mikrofon, ale w natłoku postulatów coraz trudniej było zrozumieć o co jej właściwie chodzi, no i po co i o co walczy.
Trzeba jednak oddać, że – pomimo znacznie mniejszego zainteresowania medialnego – wciąż działa. W 2023 r. stanęła przed londyńskim sądem, bo miała sprzeciwiać się rozkazom policji podczas protestów przeciwko konferencji branży paliw kopalnych. W podobnej sprawie walczyła też m.in. w Hadze, z kolegami i koleżankami blokując główną drogę do miasta. Niezmiennie wspiera Palestyńczyków. Brała udział w słynnym już konwoju statków, który próbował dostarczyć pomoc humanitarną do Strefy Gazy.
Gdy deportowano ją z Izraela, znów podpadła w stolicy Anglii: aresztowano ją tuż przed ostatnimi świętami, bo podczas protestów trzymała kartkę z napisem „Popieram więźniów z Palestine Action. Sprzeciwiam się ludobójstwu”. Co w tym złego? Ano to, że Palestine Action jest w Wielkiej Brytanii uznawane za organizację terrorystyczną. Greta wyszła za kaucją, ale będzie musiała jeszcze tłumaczyć się przed sądem.
Złośliwi każą jej wziąć się za uczciwą pracę. – Zmiany klimatyczne wciągnęły mnie w depresję – mówi Thunberg. – Ale pozwoliły też z niej wyjść, bo wiedziałam, że mam coś do zrobienia na tym świecie.
Misja trwa. Choć wynika z niej coraz mniej.