Lewaczka Sylwia Spurek napisała dla Zero.pl tekst o równości małżeńskiej – niech każdy ma prawo do zawarcia związku małżeńskiego bez względu na płeć, a w zgodzie z własnym wyborem. Tak go napisała, że prawicowcy nie potrafią z nim polemizować.

A to wszystko dlatego, że Spurek wyraża w tym tekście (pomijając uwagi nt. jedzenia zwierząt) opinie radykalnie... liberalne. Tak, krytycy mają rację, kiedy piszą o nieco chorobliwej skłonności współczesnej lewicy do wyzwalania czego się da. Zapominają jednak, że takie idee bliskie były wielu liberałom w XIX wieku. Nie brakowało nawet – tak, tak – postulatów wyzwolenia dzieci od tyranii rodziców. A nawet kobiet spod władzy mężów. Ale lewactwo, co? Historycznie rzecz ujmując, lewica skupiała się na wyrównywaniu szans klas pracujących, a właśnie liberalizm skupiał się na prawie jednostek do decydowania o swoim życiu. Wbrew przesądom epoki (to akurat dobrze), wbrew tradycji (to dyskusyjne).
Tekst autorstwa Sylwii Spurek znajdziesz tutaj: Kto się boi małżeństwa dwóch mężczyzn (albo małżeństwa dwóch kobiet)?
Zatem, czy jednostka powinna mieć prawo do decydowania o sobie? Ogół polskich prawicowców odpowie, by tak rzec, po korwinowsku – ależ oczywiście. U nas nawet rozpalenie grilla w ogródku traktowane jest jako realizacja fundamentalnych praw człowieka. Grill tak, a małżeństwo nie? To może wróćmy do dawnego, dobrego obyczaju i niech rodzina wybiera nam męża/żonę...
Są dwie postawy wobec liberalizmu à la Spurek. Pierwsza, którą szanuję, tyle że uważam za błędną. I druga, która jest błędna, i której nawet nie szanuję.
Pierwsza wychodzi od przekonania, że społecznością rządzić powinny prawa boskie. Być może tak właśnie powinno być. I w życiu konkretnych ludzi posłuszeństwo boskim prawom potrafi przynosić piękne rezultaty. Ludzie, z natury dość egoistyczni i nawet nieco podli, skłaniają jednak głowy przed całą serią szlachetnych nakazów oraz przed wieloma zakazami, na wszelki wypadek dołożonymi.
Tyle że w życiu społecznym jest inaczej niż w katechizmie, a nawet w Ewangelii. Zasadniczym zdruzgotaniem moralnego ładu jest akceptacja rozwodów. Mówmy jasno, nie powinny być dopuszczalne. Małżeństwo jest sakramentem, a sakrament to już naprawdę podstawa podstaw katolickiej wiary. Gdyby nie ulegać podszeptom nowoczesności, to ktoś wierzący powinien mówić o „związku partnerskim” w odniesieniu do ślubu cywilnego osoby, która rozwiodła się z mężem lub żoną. Nie „poprzednim” mężem, bo skoro rozwód jest tylko cywilny, to dalej... mąż to mąż.
Nikt tak się chyba jednak nie zachowuje. Jak ktoś się rozwiódł, to możemy na to sarkać, ale uznamy jego kolejne małżeństwo za małżeństwo, a nie jakiś inny związek. A wśród młodego pokolenia ślub jest wyborem odkładanym na daleką przyszłość, o ile nie na święte nigdy. Boskie prawa nie regulują życia rodzinnego Polaków Anno Domini 2026, nawet jeżeli Pan Bóg pozostaje dla wielu z nich ważnym punktem odniesienia w innych sprawach.
Druga postawa polemiczna to „na lewaka”. Dobra, wszyscy wiemy, że nie żyjemy w fajnym konserwatywnym świecie trwałych, wielopokoleniowych rodzin. Żyjemy w świecie chaotycznych, emocjonalnych decyzji jednostek. No i w ogóle kochamy wolność... Zamiast zatem szukać argumentów w obronie jednopłciowych małżeństw, wyrzekamy na Spurek, że jest lewaczką. Proszę spojrzeć na komentarze pod jej artykułem. Ano, powiedziała kiedyś, że krowy są gwałcone. A właściwie to mdło mi na widok nazwiska „Spurek” (warto udać się w tej sprawie do terapeuty, nawiasem mówiąc), więc nie przeczytam jej artykułu. Co do meritum – cicho.
Bo kto by chciał przyznać rację „lewaczce”? Cóż, trzeba było samemu pisać prawdę, nie trzeba by jej było czytać u Spurek. Argumentów przeciwko decyzji dwóch dorosłych osób o wspólnym życiu i wspólnym pożyciu nie ma – przynajmniej w katalogu wartości prawicy, która ceni wolność jednostki. Podobnie niełatwo byłoby odrzucić pogląd, że trzy dorosłe osoby... etc. Wybór zalegalizowanego trójkąta wydaje się dość ryzykowny. Nie jest jednak moim wyborem. W ten mój proszę się nie wtrącać, a ja nie będę się wtrącał w twój, dopóki nie dostrzegam w nim czyjejś krzywdy.
Zobacz także: Dymisja w rządzie. Tusk ogłasza zmianę
Obronę samego pojęcia „małżeństwa” rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny da się zrozumieć. Każda społeczność ma swoją tradycję wyrażającą się m.in. w języku. Silne pragnienia części lewicy, aby słowa „stare” potraciły swoje znaczenia lub przepadły, gdyż niosą one patriarchalne, nacjonalistyczne, chrześcijańskie konotacje, dobrze jest powstrzymywać. Wilk w owczej skórze to dwulicowe bydlę, a nie zwierzątko bawiące się w przebieranki. Ogromna wartość, jaką ma polska tradycja, wynika jednak również z tego, że jest ona wolnościowa. Prawica mogła kierować procesem poszerzania zakresu wolności jednostek pragnących żyć według hasła Miltona Friedmana: „Wolni wobec wyboru”. Na własną prośbę oddaje walkowerem tę grę.

