Reklama
Reklama
Reklama

Rusza rok kampanii wyborczej. W jednym scenariuszu czeka nas „głęboki kryzys polityczny”

TYLKO NA
Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Krzysztof Gawkowski
Premier Donald Tusk (L), wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz (2L), wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski (3L) na sali obrad Sejmu (fot. Albert Zawada / PAP)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Do wyborów parlamentarnych został rok. Na zawiązanie koalicji wyborczych, ogłoszenie list i przedstawienie programów znacznie mniej. Zero.pl porozmawiało z politologami o tym, czego możemy się spodziewać w nadchodzącej kampanii. A niewiadomych jest wiele.

  • Na rok przed wyborami parlamentarnymi w Sejmie mamy 10 liczących się ugrupowań, z których połowa współtworzy rząd. Szanse na to, że właśnie według takiego podziału utworzone zostaną listy wyborcze, są nikłe.
  • Wariantów list jest wiele. Zarówno po stronie rządu, jak i opozycji widoczne są podziały. Pytania budzi także potencjalne zaangażowanie w kampanię prezydenta Karola Nawrockiego.
  • Zero.pl porozmawiało z politologami Sergiuszem Trzeciakiem i Bartłomiejem Biskupem o tym, czego możemy się spodziewać w nadchodzących miesiącach. Jakie tematy podejmą partie, jak będą wyglądać listy oraz co będzie największym wyróżnikiem?

– Z jednej strony tematem wiodącym dla koalicji rządzącej będzie bezpieczeństwo, z drugiej – opozycja spróbuje narzucić debatę o rosnących kosztach życia: drogich mieszkaniach, wysokich cenach energii oraz dostępie do usług publicznych – mówi Zero.pl dr Sergiusz Trzeciak, ekspert marketingu politycznego i autor książek, m.in. „Drzewo kampanii wyborczej 2.0, czyli jak wygrać wybory”.

Teoretycznie do startu kampanii zostało jeszcze kilka miesięcy. Zgodnie z kodeksem wyborczym rozpoczyna się ona z dniem zarządzenia wyborów – czyli w przypadku nadchodzących wyborów parlamentarnych nie później niż 15 sierpnia. W praktyce jednak od lat mamy do czynienia z kampanią permanentną, której intensyfikację już powoli zaczynamy odczuwać.

– Na poziomie emocji społecznych o wyniku wyborów przesądzi nierozerwalny splot dwóch spraw: z jednej strony lęku o bezpieczeństwo militarne i fizyczne, a z drugiej – troski o codzienną jakość życia oraz bezpieczeństwo ekonomiczne, mierzone poziomem drożyzny – wskazuje Trzeciak.

Reklama
Reklama

Zdaniem eksperta kryje się w tym głęboki paradoks. – Z jednej strony władza przekonuje nas, że możemy spać spokojnie, z drugiej – podsycenie poczucia zagrożenia leży w jej bezpośrednim interesie politycznym. Najpierw słyszymy więc, że w każdej chwili grozi nam wojna i sytuacja jest skrajnie niebezpieczna, by zaraz potem dowiedzieć się, że rząd nas obroni, bo buduje bazy i bije rekordy wydatków na armię – wskazuje.

Koalicja Obywatelska przygarnie dawną Trzecią Drogę

Największą niewiadomą przez najbliższe miesiące będą kształt list wyborczych do Sejmu oraz potencjalne koalicje wyborcze, zarówno ze strony rządzącej, jak i opozycji. – Koalicja Obywatelska najpewniej pójdzie na jednej liście z Polskim Stronnictwem Ludowym. Do tego dojdzie środowisko Unii Centrum i prawdopodobnie resztki z dawnej Polski 2050, o ile Polska 2050 nie spróbuje przemknąć na te listy w jakiejś formule z Ludowcami – przewiduje dr hab. Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama
Reklama

W opinii politologa Koalicja Obywatelska oprze się na typowym przekazie rządowym: z jednej strony powrócą rozliczenia i nieustanne odnoszenie się do rządów PiS, z drugiej – pokazywanie, co rzekomo udało się naprawić – wskazuje.

– Będą też mocno przejmować postulaty kojarzone dawniej z prawicą: obrona i uszczelnienie granicy oraz kwestie twardego bezpieczeństwa będą eksponowane na pierwszym planie. Dojdzie do tego chwalenie się dobrym wskaźnikowo stanem gospodarki, bo wątku zadłużenia państwa ze względów oczywistych nie będą mogli w kampanii podnosić – dodaje.

Czytaj również: Ostatni rok rządu Tuska. Co planuje premier?

Podobnego zdania jest Trzeciak. – Najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant dwóch list: szerokiego bloku skupionego wokół Koalicji Obywatelskiej oraz odrębnej listy Lewicy. Jedna wspólna lista całej koalicji rządzącej pod wodzą Donalda Tuska byłaby wprawdzie spektakularnym ruchem, lecz pozostaje scenariuszem mało realnym. Bardziej prawdopodobne jest, że PSL pójdzie razem z Koalicją Obywatelską, niż że zaryzykuje samodzielny start – stwierdza.

– Rząd zechce pokazać konkretne osiągnięcia, lecz przede wszystkim roztoczy wizję państwa, w którym dzięki technologiom żyje się łatwiej. Usłyszymy o nakładach na sztuczną inteligencję, budowie wielkich centrów danych i innowacyjnych projektach – przewiduje.

Reklama
Reklama

I dodaje: – Ostatecznie najłatwiej jest coś dać lub obiecać transfer – to rozwiązanie proste technicznie, choć kosztowne. Przeciętny wyborca ma na czole metaforyczny tatuaż z dwoma pytaniami: „Co ja z tego będę miał?” oraz „Czy to jest bezpieczne?”. Rząd doskonale te oczekiwania czyta, oferując transfer socjalny powiązany z obietnicą ochrony.

Przy takiej liście to właśnie głos Koalicji Obywatelskiej będzie tym głównym. Propozycje pozostałych partii, w tym Ludowców, zejdą na drugi plan. – Władysław Kosiniak-Kamysz będzie grał wybitnie kartą bezpieczeństwa i obronności, dorzucą do tego nieco spraw rolniczych i przedsiębiorczości, ale spodziewam się, że ten przekaz w dużej mierze stopi się z narracją większego koalicjanta – ocenia Biskup.

– Start z list Koalicji Obywatelskiej daje Kosiniakowi-Kamyszowi gwarancję kilkunastu mandatów i pewność wejścia do Sejmu – nawet jeśli ceną za to będzie utrata pełnej podmiotowości – uzupełnia Trzeciak.

Lewica może się nie dogadać

Trudniejszy do przewidzenia jest układ na lewicy. O ile do poprzednich wyborów Nowa Lewica i Lewica Razem szły wspólnie, o tyle po wyborach jedynie pierwsza z nich weszła do rządu. Dodatkowo zaledwie rok później partia pod wodzą Adriana Zandberga opuściła wspólny klub, tworząc kilkuosobowe koło, tracąc przy tym część reprezentacji.

Reklama
Reklama

– Porozumienie Nowej Lewicy z Lewicą Razem może okazać się niezwykle trudne. Razem cechuje znacznie większa pryncypialność ideowa, co może skłonić tę formację do podjęcia ryzyka i startu pod własnym szyldem – ocenia Trzeciak.

Tak samo sądzi Biskup. – Partia Razem prawdopodobnie wystartuje całkowicie samodzielnie, podbudowana ostatnimi korzystnymi sondażami oraz wynikami wyborów samorządowych w Krakowie – mówi.

– Nowa Lewica prawdopodobnie również pójdzie osobno – na szerokiej koalicji mogłaby zbyt wiele stracić, a ma obecnie w miarę stabilne notowania, chociaż dla obu tych lewicowych formacji osobny start niesie oczywiście ryzyko – dodaje.

Zdaniem Trzeciaka Włodzimierz Czarzasty, pamiętając bolesną porażkę Zjednoczonej Lewicy sprzed dekady, stanie przed chłodną kalkulacją: jeśli Razem odmówi koalicji, a sondaże zaczną budzić niepokój, może pojawić się silna pokusa ratowania własnych struktur poprzez dołączenie do list Koalicji Obywatelskiej.

– Lewica postawi na swoje sztandarowe tematy: kwestie światopoglądowe, problematykę mieszkalnictwa i wsparcia dla ludzi młodych wchodzących na rynek. Pojawią się aborcja, związki partnerskie czy małżeństwa jednopłciowe – czyli to, z czym lewica słusznie jest w debacie utożsamiana – przewiduje Biskup.

Prawo i Sprawiedliwość straci na odejściu Morawieckiego?

Sytuacja na prawicy nie jest łatwiejsza. Na cztery liczące się partie, dwie powstały po rozłamach podczas obecnej kadencji – Rozwój Plus wyszedł z Prawa i Sprawiedliwości, a Konfederacja Korony Polskiej wyszła z Konfederacji Wolność i Niepodległość. Dodatkowo dwie z trzech partii krytycznie wypowiadają się o współpracy z Grzegorzem Braunem.

Reklama
Reklama

– Na dzisiaj widzę cztery zupełnie osobne listy na prawicy. Nie widzę tu obecnie przestrzeni na zjednoczenie – wskazuje Biskup.

Zdaniem eksperta Prawo i Sprawiedliwość spróbuje atakować na każdym możliwym polu, ale ich głównym taranem będzie uderzenie w zapaść w ochronie zdrowia. – Do tego dojdzie punktowanie problemów gospodarczych rządu oraz przekonywanie wyborców, że tylko oni są jedyną autentyczną prawicą – przewiduje.

Zdania, że partia Jarosława Kaczyńskiego powinna przejść do ofensywy, jest także Trzeciak. – Sama krytyka działań rządu oraz odgrzewanie starych haseł już nie wystarczą. Partia pilnie potrzebuje nowej energii, świeżej wizji oraz dynamicznego powrotu w teren w postaci ogólnopolskich objazdów i konwencji – podkreśla.

Plany Prawa i Sprawiedliwości podgryzać będzie środowisko Mateusza Morawieckiego. – Rozwój Plus próbuje budować własną tożsamość opartą na technokratycznej sprawczości, modernizacji i pragmatycznym rozwoju. To wyraźna próba zagospodarowania elektoratu wolnorynkowego i wielkomiejskiego, który dawniej określano mianem „PiS-light” – ocenia Trzeciak.

– Kłopot w tym, że niezwykle trudno odciąć się od błędów dawnego obozu władzy, gdy własnym nazwiskiem firmowało się restrykcyjną politykę covidową czy kolejne ustępstwa wobec unijnego Zielonego Ładu – zauważa.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Morawiecki stawia na Rozwój Plus. „Bez nas nie będzie dobrego rządu”

Również według Biskupa środowisko Morawieckiego pod względem gospodarczym wykona wyraźny ukłon w stronę przedsiębiorstw i firm, starając się pozycjonować jako siła merytoryczna. – Dysponują solidnym zapleczem eksperckim, więc zaoferują konkretne programy zmian w ochronie zdrowia i gospodarce. Będą grali kartą stabilności i zdrowego rozsądku, podkreślając, że w odróżnieniu od partyjnych twardogłowych reprezentują profesjonalizm i technokratyczną normalność – punktuje.

Obaj politolodzy są jednak sceptyczni, jeśli chodzi o potencjalne zjednoczenie Prawa i Sprawiedliwości oraz Rozwoju Plus. – To rozstrzygnie się w sondażach. Jeśli inicjatywa Morawieckiego utknie na poziomie 4-5 proc., widmo znalezienia się pod progiem wyborczym zmusi go do powrotu na listy PiS-u na twardych warunkach prezesa – na zasadzie politycznego „aktu łaski”. Jeśli jednak poparcie Rozwoju Plus sięgnie 8-10 proc., na żaden dyktat nie przystaną i zachowają pełną samodzielność – twierdzi Trzeciak.

– Politycy byłego premiera nie po to z PiS wychodzili albo byli wypychani, żeby teraz w prosty sposób wracać na listy. Chyba że PiS do wiosny poparcie drastycznie runie i wydarzy się coś nadzwyczajnego – dodaje Biskup.

Reklama
Reklama

Braun może okazać się języczkiem u wagi

Także druga strona prawicy – obie konfederacje – ma twardy orzech do zgryzienia. – Konfederacja Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena tradycyjnie zagra dwoma nurtami: z jednej strony komponentem narodowym i silnym państwem, a z drugiej – wolnorynkową ofertą dla przedsiębiorców, hasłami niskich podatków, redukcji obciążeń i ograniczenia interwencjonizmu państwowego – przewiduje Biskup.

– Pozostanie przy kursie antysystemowym i wolnościowym, kładąc nacisk na deregulację gospodarki, uproszczenie podatków oraz niemal całkowite przeniesienie komunikacji do internetu – na YouTube, TikToka i do podcastów, z zupełnym pominięciem tradycyjnych redakcji – uzupełnia Trzeciak.

W opozycji do nich – jak twierdzi ekspert – Grzegorz Braun pójdzie w jeszcze bardziej bezkompromisowy radykalizm, otwarcie oskarżając Bosaka i Mentzena o wejście w struktury establishmentu. – Jego przekaz zdominują twarde wątki antyukraińskie, antyizraelskie, rozliczanie obostrzeń pandemicznych oraz czysty antysystemowy bunt – przewiduje.

Podobnego zdania jest Biskup. – Korona Brauna pójdzie z przekazem skrajnie antyukraińskim, w pewnym sensie ocierającym się o wątki prorosyjskie, mocno odrealnionym i żerującym na tych nastrojach. Nie spodziewam się żadnych wyszukanych fajerwerków programowych – mówi.

Reklama
Reklama

Co ważne, to właśnie wynik Brauna może okazać się kluczowy dla przyszłego parlamentu. – Może być języczkiem u wagi, stawiającym zaporowe warunki koalicyjne. Niewykluczone, że odmówi wejścia w porozumienie zarówno z PiS, jak i z Konfederacją, co całkowicie uniemożliwi wyłonienie stabilnej większości rządowej i sprowokuje głęboki kryzys polityczny, prowadzący wprost do przedterminowych wyborów – stwierdza Trzeciak.

Nawrocki stanie na czele prawicowego paktu senackiego?

To jednak jedynie układanki dotyczące list wyborczych do Sejmu. Oddzielną sprawą są za to listy do Senatu, do którego specyfika wyborów promuje mniejszą liczbę list danego środowiska. Już w poprzednich latach aktualna koalicja rządząca z sukcesem zawierała tzw. pakt senacki, czego i przy tych wyborach możemy się spodziewać. Nie robił tego jednak szeroki obóz prawicowy, a ten rok może być dla nich debiutem.

Reklama
Reklama

Niewykluczone, że spoiwem dla „prawicowego paktu senackiego” będzie prezydent Karol Nawrocki. – Prawica ma dzisiaj cztery w miarę liczące się i wchodzące do Sejmu ugrupowania. Utworzenie co najmniej wspólnej listy senackiej jest czymś powszechnie pożądanym – zarówno przez część liderów politycznych, jak i przez sam elektorat – wskazuje Biskup.

– Oczekuje się, że to prezydent obejmie nad taką listą patronat, zrobi tam „porządek” i doprowadzi do porozumienia. Jeżeli prezydent weźmie na siebie współodpowiedzialność za taki projekt, to siłą rzeczy włączy się w kampanię – dodaje.

To niejedyny powód, przez który Nawrocki może zaangażować się w kampanię. – W pewnym sensie, chcąc nie chcąc, będzie musiał wziąć w niej udział. Po pierwsze, sam rząd będzie go w tę kampanię wciągał i prowokował. Nawet gdyby prezydent wolał stać z boku, będzie musiał odpowiadać, reagować i podejmować określone działania polityczne. Po drugie, dla wielu wyborców to właśnie prezydent jawi się jako naturalny patron całej prawicy – przewiduje Biskup.

– Uważam, że przyszły Sejm będzie parlamentem przejściowym – z bardzo trudno osiągalną większością albo z układem, w którym większości będą płynne i niestabilne. Dlatego prezydent prawdopodobnie nie zechce angażować się w kampanię aż tak głęboko i bez reszty. Włączy się punktowo, tam gdzie będzie to konieczne, by pokazać swoją silną pozycję ustrojową i sprawczość, natomiast nie będzie chciał dać się wciągnąć w bieżące wojenki, szczególnie te wewnętrzne na prawicy. A w spory z rządem rząd i tak go bez pytania uwikła – dodaje.

Reklama
Reklama

Niemniej – co podkreśla Trzeciak – bezpośrednie starcie instytucjonalne Kancelarii Premiera i Kancelarii Prezydenta będzie jednym z głównych wyróżników kampanii. –  Ośrodek prezydencki wyrośnie na głównego rozgrywającego po prawej stronie sceny politycznej – aktywnie blokującego inicjatywy rządowe, a w przypadku stworzenia swojego paktu senackiego bezpośrednio wpływającego na kształt list wyborczych – wskazuje.

Sztuczna inteligencja może namieszać

Wyróżnikiem będzie również skala użycia w kampanii sztucznej inteligencji. – My wciąż tkwimy mentalnie w świecie social mediów, tymczasem wyborcy zaczynają podejmować decyzje pytając bezpośrednio modele językowe: wpisują swój wiek, sytuację zawodową i pytają, na kogo oddać głos. Zamiast tradycyjnego SEO w Google budżety marketingowe na świecie zaczynają płynąć w pozycjonowanie wewnątrz modeli AI oraz umiejętne profilowanie algorytmów pod kątem politycznym. To zjawisko całkowicie przemodeluje komunikację publiczną – przewiduje Trzeciak.

– Zobaczymy fascynujący paradoks: z jednej strony powszechne wykorzystanie sztucznej inteligencji, a z drugiej – potężny renesans kampanii bezpośredniej. Im więcej pojawi się zautomatyzowanego, syntetycznego przekazu, tym silniejsza będzie tęsknota wyborców za autentycznym, fizycznym kontaktem z politykiem. Dlatego spotkania w terenie, objazdy powiatów i rozmowy od drzwi do drzwi będą toczyć się równolegle z wielkimi transmisjami na żywo w sieci – ocenia.

Reklama
Reklama

Ekspert ostrzega przy tym przed skalą dezinformacji. – Zautomatyzowane generowanie fałszywych nagrań wideo, zaawansowane deepfake’i, chatboty kampanijne, agresywne mikrotargetowanie oraz armie botów podszywających się pod lokalne redakcje. W efekcie ludzie zaczną tracić zdolność odróżniania prawdy od fikcji, co przerzuci gigantyczną odpowiedzialność na platformy społecznościowe – te same, które dziś działają opieszale i wprost zarabiają na manipulacji – podsumowuje.

Może zainteresuje Cię również: 

Reklama
Reklama